Fot. Picjumbo / [url=https://picjumbo.com/girl-with-heart/]DANNIE[/url] / [url=http://viktorhanacek.com/]Viktor Hanacek[/url]

Żyjemy lekko i nieodpowiedzialnie. Wciskamy się w cudze związki, bo przecież to nie nasza wina, nie my zdradzamy. Miłością nazywamy zauroczenia, „ochy" i „achy". Rozdajemy swoje ciała, dusze, i słowa, które – często nie mają żadnej wartości. Ale za takie życie płaci się cenę.

REKLAMA
Lubimy słowa. Potwierdzają ważność naszego kruchego ego. Wszystkie: „zwariowałem/am na twoim punkcie", „szaleję", „uwielbiam", „tęsknię". „kocham", „jesteś dla mnie najlepsza/najlepszy". To wersja dla bardziej egzaltowanych. Dla mniej: „jesteś ważna", „czuję się za ciebie odpowiedzialny/odpowiedzialna". Każdy z nas ma zachowane pewnie setki takich wiadomości. Zapisanych na karteczkach, pozostawionych w mailu, na fejsie. Gwarancja i dowód naszej „zajebistości". Oj co tam, że często na chwilę.
Większość z nas lubi też haj. Trudno dziś żyć bez haju. A staje się nim wszystko: praca, podróże, liczne grono znajomych, kolejni partnerzy czy mega intensywne związki, które sobie fundujemy. Oczywiście alkohol (dla niektórych), oczywiście seks i życie pt. „Chcę wszystko, k…., teraz!". Miłości też chcę teraz. Nawet jak ten ktoś kogoś ma; nawet, jeśli ja kogoś mam.
Lubię intensywne życie, moje przyjaciółki (w większości) też je lubią. Trzydzieści pięć plus. Czasem więcej, czasem znacznie mniej. Mało stabilnych związków, większość po przejściach.
Fot. Flickr/[urlhttps://www.flickr.com/photos/jdhancock/3772013250/]JD Hancock[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/[urlhttps://www.flickr.com/photos/jdhancock/3772013250/]JD Hancock[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Dlatego nigdy nie uważałam ICH za idealną parę. Za mało było u nich słów, za mało przytulania, chemii widocznej dla innych (której przecież czasem zazdrościmy – „wow, jak oni się przytulają, jak do siebie miło szepczą, jakby poznali się wczoraj").
Oni. Ładni, mądrzy. On historyk, ona pedagog. Kocham jej filigranową figurę i jego umysł. To przyjaciele Taty mojego Syna. Inny niż mój świat. Ona ma rodziców, którzy do tej pory są razem i wciąż się bardzo kochają, on też miał takich rodziców. Tyle, że tata już nie żyje. A mama na pytanie: „Dlaczego kogoś nie znajdziesz?" odpowiada: „Bo ja już przeżyłam swoją wielką miłość".
„Oni się rozstaną" mówiłam o NICH 14 lat temu Tacie mojego Syna. Pani Wszechwiedząca, Pani Psycholog, Pani Intuicja.
„Dlaczego tak myślisz?" pytał TMS (Tata Mojego Syna).
Byliśmy młodzi, na wakacjach pod namiotem, każdy z nas przeżywał wielkie zauroczenia, uprawialiśmy seks w publicznych toaletach, i w lesie. Szeptaliśmy sobie „kocham", „na zawsze", piliśmy ogromne ilości alkoholu. Kilka wczesnostudenckich par. Namiętność rozwalała przestrzeń. Ale nie w ich związku. Oni byli inni. Stonowani. „Tam nie ma chemii" wyrokowałam, Pani Mądrala.
„Oni razem będą, zobaczysz. Tam jest więź" mówił TMS.
Mijały lata, niektóre nasze młodzieńcze związki się rozwalały, w innych pojawiały się dzieci i zamiast „kocham" i seksu w lesie było: „Kochanie, czy możesz to ogarnąć?".
Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/73416633@N00/1435184814/]Sandra Cohen-Rose[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/73416633@N00/1435184814/]Sandra Cohen-Rose[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Wczoraj znów IM się przyglądałam. I zauważyłam rzeczy, których wiele lat wcześniej nie dostrzegałam:
– że on pod stołem stopą dotyka jej stopy
– że stoi dla niej po piwo w ogromnej kolejce, a gdy ona mówi: „Ej, usiądź, ja postoję", on protestuje: „Posiedź, porozmawiaj, luz".
– że ona wciąż jęczy; „czy ty musisz tyle palić", gasi mu te papierosy. I wykupiła mu jakąś nowoczesną terapię antynikotynową
– że gdy ona opowiada o mamie chorej na raka to on patrzy na nią bardzo uważnie i mówi: „Poradzimy sobie z tym".
– że codziennie wozi ją i zawozi do szpitala.
– że ona dzisiaj – przed imprezą – wstała wcześniej, żeby zrobić ogromne zakupy i upiec mu jego, ukochanego, kurczaka.
W tym samym czasie słuchałam (telefonicznie/ SMS-owo) historii moich przyjaciółek.
1. Jakiś X. wyznał „zakochałem się", a potem zniknął na wakacjach z żoną.
2. Jakiś Z. mówił tydzień temu„Czuję się za ciebie odpowiedzialny", a dziś wyznał „Nie muszę być za nikogo odpowiedzialny".
3. Jakiś Y mówił: „kocham, umieram dla ciebie". Tyle, że w tym czasie mówił to samo innej.
4. Jakaś M rzuciła męża dla tego, który był jednym wielkim „achem" i dużo rozrywek zapewniał, ale już gorzej szło mu wspieranie i po prostu bycie, więc M. teraz bardzo płacze za swoją przeszłością.
Tak, kochamy słowa. Dla słów czy haju pakujemy się w kolejne gówno.
Bo wygląda z daleka tak pięknie, tak kolorowo. Jak kolorowe drinki, nasza ekscytująca praca i wszystkie cholerne emocje, których tak szukamy.
Wszystko co zapełnia naszą pustkę, karmi to nasze kruche ego.
Co z tego, że słowa mają się nijak do rzeczywistości. Albo rzeczywistość trwa tylko chwilę, a haj pozostawia po sobie pustkę i upokorzenie.
Co z tego, prawda? Fajnie mieć kolorowe życie. ONI może go nie mają. Mają za to kłótnie o papierosy, mieszkanie, syna i niedzielnego kurczaka, którego on tak lubi.
Mają za to siebie.
Kolejny rok.