Kung fu to osiągnięcie mistrzostwa w danej dziedzinie. Kung fu Michała Anioła było malarstwo, kung fu Chopina była muzyka. Kung fu Krzysztofa Rodka jest… kung fu! A właściwie Wu Shu, czyli chińska sztuka wojenna, którą znamy z filmów o Brusie Lee.

REKLAMA
Mistrz Kung Fu i Daniel z AKADEMII PRZYSZŁOŚCI
Mistrz Kung Fu i Daniel z AKADEMII PRZYSZŁOŚCI

Za siedmioma chińskimi górami
Jako dziecko miał słabe nogi, pediatra zalecił więc uprawianie sportu. Na początku grał w piłkę nożną, ale tata znalazł zajęcia z Kung Fu. Oryginalny pomysł bardzo się Krzysztofowi spodobał. Później lata ćwiczeń, zawody, przełom (jeden złoty i dwa srebrne medale) na międzynarodowym turnieju w Baltimore (USA) w 2006 roku. Wreszcie od 2008 roku Mistrzostwa Świata w Wushu Tradycyjnym. Krzysztof z każdych przywoził medale.
W zeszłym roku na Mistrzostwach Świata walczył u stóp 99-metrowego posągu Ksitigarbha Bodhisattvy, u podnóża gór w chińskiej prowincji Anhui. Przywiózł trzy medale – złoty, srebrny i brązowy. Ten najcenniejszy zdobył w konkurencji formy z włócznią, choć przyznaje, że woli walczyć z szablą.
Mistrz Kung Fu trenuje… szczypiornistę
Daniel mówi niewiele. Patrzy na Krzysztofa albo w podłogę. Interesuje go piłka ręczna. Jego drużyna dopiero co wygrała międzyszkolne mistrzostwa. Na początku musieliśmy się dotrzeć – wspomina Krzysztof. – Prawda, Daniel? – No, wstydziłem się – przyznaje jedenastolatek. Po roku spotkań są jak uczeń i jego mistrz, rodem z antycznych legend.
Poznali się na pierwszych zajęciach w AKADEMII PRZYSZŁOŚCI. Krzysztof Rodek – mistrz Polski i Świata w Kung Fu i Daniel – chłopiec, który „nie rokuje”. Krzysztof chciał zajmować się Danielem, bo wiedział, że chłopiec też kocha sport.
Mistrz Kung Fu trenuje Daniela z  AKADEMII PRZYSZŁOŚCI
Mistrz Kung Fu trenuje Daniela z AKADEMII PRZYSZŁOŚCI

Życiowy motywator
Tutor to opiekun w Akademii. Motywator i inspirator. Podnosi samoocenę i motywuje do działania dziecko, któremu nikt dotąd nie podał ręki. Krzysztof ma 27 lat i szereg zwycięstw. W drugiej połowie maja jedzie do Bułgarii na Mistrzostwa Europy. Startuje w formach ręcznych, z włócznią i z szablą. Daniela uczy matematyki i wiary w siebie.
Bola, ułamki i ping pong
Chłopiec planuje grać w jednej z najlepszych lig piłki ręcznej na świecie – lidze hiszpańskiej. Kiedy Krzysztof dowiedział się o tym marzeniu, zaproponował chłopcu naukę hiszpańskiego. Dziś dla obu z nich sport to życie, a piłka to „bola”.
Po kilku spotkaniach z Krzysztofem Daniel nie tylko zaliczył zaległe sprawdziany z dzielenia ułamków dziesiętnych. Zaczął też wygrywać mecze, uczyć się nowego języka. W dodatku okazał się mistrzem ping ponga. Na ostatnim turnieju wystartował w deblu z Krzysztofem. Wygrali. – Z Danielem nikt nie miał szans – z dumą opowiada mężczyzna.
Pracują nad polskimi i matematyką. Uczyli się razem grania kolęd na flecie (na szczęście mama Krzysztofa uczy muzyki). Daniel powoli zaczyna wierzyć w to, że jest mądrym, inteligentnym chłopakiem. Dotąd widzieli to wszyscy, oprócz niego samego.
Mistrz Kung Fu ze swoim podopiecznym
Mistrz Kung Fu ze swoim podopiecznym
Trening cierpliwości
Kung Fu uczy nie tylko obrony i zastosowania wyćwiczonych ruchów. To także trening opanowania i cierpliwości. Krzysztof Rodek godzinami mógłby opowiadać o swoim sporcie i łączeniu go z kulturą chińską. – Człowiek, który ćwiczy Kung Fu powinien rozwijać się też duchowo i umysłowo – podkreśla.
Osiemnaście lat temu, kiedy zaczął trenować, występy go stresowały - Trzeba wyjść na lei tai (platformę, na której walczą zawodnicy), a przecież koledzy z klubu patrzą, trener patrzy, sędziowie patrzą, a jeszcze na publice ktoś jest – tłumaczy. Z czasem przestał widzieć ludzi, skupił się na tym, co chce osiągnąć. I zaczął wygrywać. Do dziś jednak nie lubi się chwalić swoimi osiągnięciami. Kiedy odwiedza przyjaciół, to oni mówią swoim znajomym, z kim siedzą przy stole.
Kierunek: karuzela
Krzysztof lubi trenować dzieci i cieszy się, gdy rodzi się w nich pasja do sportu. Bardzo chciałby, żeby nigdy w nich ona nie umarła. Kiedy wróci z mistrzostw, jedzie z Danielem do wesołego miasteczka. Chłopiec jeszcze nigdy nie widział dużej karuzeli.
Fot. Tomasz Domalewski