moj rok zaczął się z przytupem. z wysokiego C. tak, jakby wszystko czekało przez lata czy miesiące na tajemniczy sygnał i ruszyło, jak tylko wybrzmiał ów dzwięk…

lubię ten obraz Podkowińskiego. za szał i spokój, za kontrasty, za emocje… i za to, że czasem bardziej rozumiem kobietę, a czasem wywalam język i oczy w dzikim szale… i za to, że nie wiadomo kto tu jest szalony …
moj rok zaczął się z przytupem. z wysokiego C. tak, jakby wszystko czekało przez lata czy miesiące na tajemniczy sygnał i ruszyło, jak tylko wybrzmiał ów dzwięk… rzeczy dobre i niedobre spadły lawiną skrajności tak, jakby nie było innych odcieni niż biały i czarny
jeszcze nie skończył się styczeń, a ja już czuję, że ten rok to będzie wyzwaniem, że może już troszkę jestem zmęczona jego intensywnością…
każdego dnia - "coś"
4 projekty zawodowe, 3 choroby 2 cudy narodzin 2 śmierci 2 jęczących dzieci 2 niewyspanych rodziców 1 "nie" 2 dobrych ludzi 1 zły…
trzymajcie za mnie kciuki…
